Kobiety zajmują tylko 15% miejsc w zarządach. Nowe przepisy mają to zmienić

Nowe prawo ma zwiększyć udział kobiet we władzach spółek giełdowych, ale równie istotne pozostają bariery związane z obowiązkami opiekuńczymi, podwójnymi standardami i sposobem promowania pracowników.

Kobiety zajmują tylko 15% miejsc w zarządach. Nowe przepisy mają to zmienić
Materiał opracowany przez

Platforma Gospodarcza PLUSYdlaBIZNESU

Platforma Gospodarcza PLUSYdlaBIZNESU - więcej niż portal

Nowe przepisy mają zwiększyć udział kobiet we władzach spółek giełdowych do co najmniej jednej trzeciej, ale punkt wyjścia jest nadal niski. W zarządach kobiety zajmują dziś 15% miejsc, a w radach nadzorczych ok. 20%.

Nowy obowiązek dla spółek giełdowych

Od 18 sierpnia 2026 r. obowiązują przepisy wdrażające dyrektywę Women on Boards do polskiego prawa. Ich cel jest jasny: w zarządach i radach nadzorczych spółek giełdowych ma zasiadać co najmniej jedna trzecia przedstawicieli płci niedostatecznie reprezentowanej.

W Polsce oznacza to przede wszystkim większą obecność kobiet we władzach spółek. Jak wynika z dostępnych danych, obecnie stanowią one ok. 20% członków rad nadzorczych i tylko 15% zarządów.

Ryzyko pozornej zmiany

Radczyni prawna Paulina Grochowska z zarządu Europol Gaz S.A. zwraca uwagę, że sama realizacja ustawowego minimum nie musi oznaczać realnej zmiany. Jej zdaniem łatwo poprzestać na powołaniu jednej kobiety do władz spółki i uznać temat za zamknięty.

Takie działanie bywa określane jako tokenizm. Daje organizacji poczucie spełnienia wymogu, ale nie prowadzi do trwałej zmiany sposobu zarządzania ani do głębszego otwarcia ścieżek awansu.

Awans, opieka i podwójne standardy

Ekspertka wskazuje, że kobiety wciąż mierzą się z dodatkowymi barierami kulturowymi i zawodowymi. – W Europie Środkowo-Wschodniej wciąż silnie funkcjonuje wzorzec Matki Polki, gospodyni, opiekunki ogniska domowego. Samo w sobie nie jest niczym złym. Problem zaczyna się wtedy, gdy awans, zarząd czy rada nadzorcza stają się wyłącznie dodatkowym obowiązkiem. Kobiety robią wówczas skrupulatną kalkulację kosztów, także emocjonalnych. I trudno się dziwić wynikom tego rachunku – zauważa.

Do tego dochodzą podwójne standardy, zwłaszcza w branżach uznawanych za męskie. – Kobieta musi udowodnić nie tylko kompetencje, ale też samo prawo do bycia liderką. To paradoks, bo kandydatki do rad nadzorczych i zarządów kompetencyjnie bardzo często przewyższają swoich kolegów. Warto przy tym pamiętać o statystyce, która napawa optymizmem. 8% Polek prowadzi własne firmy. To drugi wynik w Unii Europejskiej, tuż za Greczynkami – podkreśla Paulina Grochowska.

Co poza ustawą

Zdaniem Pauliny Grochowskiej potrzebne są nie tylko przejrzyste kryteria naboru do władz spółek, ale też realne wsparcie w budowaniu kariery kobiet.

– Marzy mi się, by urlop ojcowski przestał być traktowany jako ekstrawagancja, a stał się normą. To realne odciążenie, które bezpośrednio przekłada się na możliwość zasiadania w ciałach wymagających dodatkowego czasu i zaangażowania. Potrzebujemy też prawdziwego wsparcia nie samej rady, ale objęcia kobiety patronatem i aktywnego promowania jej awansu – przekonuje ekspertka.

W jej ocenie ważna jest też zmiana języka i sposobu mówienia o kobietach w zarządach.

Biznesowa decyzja, nie wyjątek

Paulina Grochowska podkreśla, że w XXI w. wciąż mówi się o obecności kobiet we władzach spółek tak, jakby była to sytuacja nadzwyczajna. Jej zdaniem należy patrzeć na to jak na decyzję biznesową, a nie gest symboliczny.

– Że się da, pokazuje sektor finansowy. Tam kobiety zajmują już ponad 30% miejsc w zarządach i radach nadzorczych. Ustawa jest niezbędnym fundamentem. Ale pracy domowej z mentalnością po obu stronach i z procesami wewnątrz organizacji za nas nie odrobi – podsumowuje Paulina Grochowska.

Czytaj także:

Praca zawodowa po równo, obowiązki domowe – nie. Tak Polacy widzą role rodziców

Kobiety dominują w 10 z 19 sektorów. Tak wygląda rynek pracy w Polsce

„Kara za macierzyństwo” wciąż obecna na rynku pracy

Źródło: Puls HR Fot. Magnific

Autor:KP

Podobne artykuły