Koniec wakacji oznacza dla milionów rodzin przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego i konieczność poniesienia dodatkowych wydatków. W 2026 r. niemal połowa rodziców zamierza przeznaczyć na szkolną wyprawkę od 501 zł do ponad 1500 zł. Dla osób otrzymujących wynagrodzenie minimalne taki wydatek może stanowić znaczącą część miesięcznych dochodów.
Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w roku szkolnym 2025/2026 do wszystkich typów szkół uczęszczało 4,917 mln uczniów. W szkołach podstawowych uczyło się 3,242 mln dzieci, a w szkołach ponadpodstawowych – 1,674 mln. Dla ich rodzin sierpień wiąże się z zakupem nie tylko zeszytów i przyborów, lecz także odzieży, obuwia, plecaków czy sprzętu potrzebnego do nauki. Z badania PayPo wynika, że rodzice coraz wcześniej rozpoczynają kompletowanie szkolnej wyprawki. 35% ankietowanych zaczyna zakupy około miesiąca przed rozpoczęciem roku szkolnego, natomiast 31% planuje zrobić je mniej więcej dwa tygodnie przed 1 września.
Wyprawka a domowy budżet
Największa grupa badanych, czyli 29%, zakłada, że na wyprawkę wyda od 251 do 500 zł. Kolejne 20% przewiduje wydatek na poziomie 501–750 zł, a 16% spodziewa się kosztów wynoszących od 751 do 1000 zł. Ponad 1000 zł zamierza przeznaczyć 13% rodziców. Taki sam odsetek ankietowanych na początku sierpnia nie był jeszcze w stanie określić, ile ostatecznie będzie kosztowało przygotowanie dziecka do szkoły. Z kolei 9% badanych planuje zamknąć wydatki w kwocie do 250 zł.
Skala kosztów jest szczególnie widoczna w zestawieniu z wysokością wynagrodzeń. Z analiz Grupy Progres wynika, że przy przeciętnym wynagrodzeniu netto wynoszącym ok. 6739 zł zakup wyprawki za 251–500 zł oznacza wydatek odpowiadający 3,7–7,4% miesięcznej pensji. W przypadku osób otrzymujących płacę minimalną, czyli 3606 zł netto przy 4806 zł brutto, taki sam zakup pochłania 7–13,9% miesięcznych dochodów. Przy wyższych wydatkach różnica jest jeszcze bardziej odczuwalna. Koszt wyprawki w wysokości 501–1000 zł odpowiada 7,4–14,8% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia i 13,9–27,7% płacy minimalnej netto. W przypadku wydatków przekraczających 1500 zł przygotowanie jednego dziecka do szkoły może pochłonąć ponad 22% przeciętnego wynagrodzenia i ponad 41,6% płacy minimalnej netto.
Jak wskazuje Paweł Dąbrowski, prezes spółek operacyjnych w Grupie Progres, problemem dla rodzin jest nie tylko wysokość wydatków, ale również to, że kumulują się one w krótkim okresie. – To sprawia, że początek roku szkolnego staje się dla domowego budżetu swego rodzaju testem płynności finansowej pracownika. Z perspektywy pracodawcy jest to również sygnał, że nawet niewielkie, ale przewidywalne wsparcie może być dla zespołu realnie odczuwalne. Nie chodzi więc wyłącznie o wartość świadczenia, ale o moment, w którym pracownik może z niego skorzystać. Jest to również szczególnie istotne w czasach, gdy oczekiwania wobec pracodawców coraz częściej obejmują nie tylko poziom pensji, ale również stabilność i poczucie bezpieczeństwa finansowego – przekonuje ekspert.
Wsparcie od pracodawcy i państwa
Wyprawka szkolna staje się tym samym coraz częściej elementem oferty pozapłacowej firm. Analizy Grupy Progres pokazują, że w 2026 r. informacja o takim świadczeniu znalazła się już w 21% ogłoszeń o pracę, podczas gdy rok wcześniej było ich 14%. Benefit ten nie jest przy tym ograniczony do stanowisk wyższego szczebla. Najczęściej pojawia się w ofertach kierowanych do pracowników sklepów i magazynów oraz sektora produkcyjnego. Można go znaleźć również w rekrutacjach dla kierowców, pracowników obsługi klienta, montażu, serwisu i mechaniki, a także w ofertach związanych z finansami i księgowością, IT, telekomunikacją czy inżynierią.
Firmy stosują różne formy wsparcia. Oprócz świadczeń finansowanych z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych pojawiają się jednorazowe zapomogi, bony zakupowe, karty przedpłacone oraz paczki zawierające artykuły szkolne. Niektóre przedsiębiorstwa organizują również akcje kompletowania wyprawek dla dzieci pracowników lub refundują zakup podręczników i przyborów. W systemach kafeteryjnych pracownicy mogą z kolei przeznaczać zgromadzone środki m.in. na odzież, obuwie, artykuły szkolne czy sprzęt elektroniczny potrzebny do nauki. W części firm dodatkowe świadczenia kierowane są przede wszystkim do rodzin wielodzietnych lub pracowników znajdujących się w trudniejszej sytuacji finansowej.
Jednym z najważniejszych źródeł publicznego wsparcia pozostaje program "Dobry Start". Rodzice i opiekunowie mogą otrzymać 300 zł na każde uczące się dziecko raz w roku, niezależnie od dochodu. Do 6 sierpnia z woj. śląskiego wpłynęło blisko 254 tys. wniosków obejmujących ponad 368,5 tys. dzieci. ZUS wypłacił już z tego tytułu w regionie ponad 91,4 mln zł. W całym kraju złożono natomiast ponad 2,185 mln wniosków dotyczących przeszło 3,2 mln dzieci, a łączna wartość wypłaconych świadczeń sięgnęła 783 mln zł.
"Dobry Start" nie jest jednak jedyną formą pomocy dostępnej dla rodzin. Osoby spełniające kryteria dochodowe mogą otrzymać 100 zł dodatku związanego z rozpoczęciem roku szkolnego w ramach świadczeń rodzinnych. Uczniowie znajdujący się w trudniejszej sytuacji materialnej mogą natomiast korzystać ze stypendium szkolnego, którego maksymalna roczna wysokość wynosi 2480 zł. Dostępne są również m.in. bezpłatne posiłki w szkołach, dofinansowanie podręczników dla uczniów posiadających odpowiednie orzeczenie oraz dodatki związane z nauką poza miejscem zamieszkania. W przypadku zakwaterowania mogą one wynieść do 1130 zł, a w przypadku dojazdów do szkoły – do 690 zł.
Wydatki zmuszają do szukania dodatkowej pracy
Rosnące wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego wpływają również na aktywność zawodową części rodziców. Niektórzy decydują się na dodatkowe godziny pracy, krótkoterminowe zlecenia albo poszukują lepiej płatnego zatrudnienia. Szczególne możliwości pojawiają się w branżach, które w okresie wakacyjnym zwiększają zapotrzebowanie na pracowników. Handel, logistyka, magazyny, produkcja i e-commerce prowadzą dodatkowe rekrutacje, często oferując zatrudnienie na kilka dni lub tygodni. Pracownicy są potrzebni m.in. do rozładunku dostaw, przygotowywania sklepów, wykładania towarów, oznaczania cen, kompletowania zamówień oraz obsługi zwiększonej sprzedaży.
Według Pawła Dąbrowskiego sezonowe zatrudnienie może być dla części gospodarstw domowych sposobem na zwiększenie dochodów w okresie większych wydatków. – Z punktu widzenia pracownika ważna jest przy tym możliwość szybkiego wejścia do pracy i zakończenia jej po wykonaniu określonego projektu. Taki model może być szczególnie interesujący dla osób, które mają już stałe zatrudnienie, ale potrzebują dodatkowego dochodu przez kilka tygodni. Dla rynku pracy oznacza to również większe znaczenie krótkich, elastycznych form zatrudnienia jako sposobu dopasowania podaży pracy do sezonowych potrzeb firm. W efekcie okres zwiększonych wydatków rodzinnych zbiega się z czasem, w którym część przedsiębiorstw ma zwiększone zapotrzebowanie na pracowników – tłumaczy ekspert.
fot. magnific.com
oprac. /kp/








