Koniec z pustymi hasłami o ekologii. Nowe przepisy od 27 września
Hasła takie jak „ekologiczny”, „neutralny dla klimatu” czy „zrównoważony” mogą zostać zakwestionowane, jeśli nie będą miały odpowiedniego uzasadnienia.

.png)
Platforma Gospodarcza PLUSYdlaBIZNESU
Platforma Gospodarcza PLUSYdlaBIZNESU - więcej niż portal
Od 27 września w Polsce zaczną obowiązywać przepisy wdrażające unijną dyrektywę EmpCo. W praktyce oznacza to ostrzejsze spojrzenie na hasła w stylu „ekologiczny”, „neutralny dla klimatu” czy „zrównoważony”, jeśli mogą wprowadzać klientów w błąd.
Większa ostrożność w reklamie i sprzedaży
Zakaz wprowadzania konsumentów w błąd istniał już wcześniej. Nowe przepisy doprecyzowują jednak, kiedy deklaracje środowiskowe stają się ryzykowne i mogą zostać uznane za greenwashing. To ważne nie tylko dla producentów, ale też dla samorządów prowadzących działania wizerunkowe lub gospodarcze.
Komisja Europejska już w 2021 r. wskazała, że komunikaty o wpływie produktu na środowisko powinny być prawdziwe, jasne, konkretne, dokładne i jednoznaczne. Konsument nie musi znać zasad działania firmowych systemów oznakowania „ekologiczności” – to przedsiębiorca ma wyjaśnić, co oznacza dana ocena i na czym została oparta.
Kto może reagować na sporne deklaracje
Weryfikacją takich komunikatów mogą zajmować się różne organy, zależnie od sprawy. Jak wskazują eksperci, w grę wchodzi prezes UOKiK, a w przypadku części produktów także odpowiednie inspekcje sanitarne. Zawsze pozostaje też droga sądowa, choć jest ona zwykle długa.
Mirosław Proppe, prezes WWF Polska, zwraca uwagę, że to właśnie praktyczna kontrola będzie największym wyzwaniem. Jego zdaniem samo powołanie się na konkretne przepisy może jednak zniechęcić część firm do nadużyć, bo oprócz konsekwencji prawnych liczy się też reakcja opinii publicznej, mediów i organizacji społecznych. – Rzeczywiście można mieć obawy o to, kto i w jaki sposób będzie weryfikował, czy mamy do czynienia z greenwashingiem – ocenia.
Prezes WWF przypomina też, że nie każdy przypadek jest prosty. Jeśli producent finansuje zbiórkę odpadów opakowaniowych, pojawia się pytanie, czy to już działanie naprawcze, czy nadal marketing podszyty zielonym przekazem.
Samorządy też powinny patrzeć na ryzyko wizerunkowe
Zdaniem Mirosława Proppego nowe zasady mogą pośrednio wpływać także na gminy. Jeśli samorząd organizuje ekologiczny festyn, a sponsorem jest zakład przemysłowy z problemami środowiskowymi, taki model współpracy może stać się trudniejszy do obrony. Dla firm to sygnał, że sponsorowanie wydarzeń pod szyldem ekologii może nie wystarczyć, jeśli ich działalność nie jest spójna z przekazem.
Dr Ewa Badowska-Domagała, radca prawny w kancelarii JWP Legal, podkreśla, że dyrektywa 2024/825 z dnia 28 lutego 2024 r. i projekt ustawy, druk sejmowy 2799, dotyczą przede wszystkim przedsiębiorców, a nie jednostek samorządu terytorialnego. Jednocześnie zaznacza, że jeśli gmina działa jak uczestnik rynku i promuje własny obiekt lub usługę, musi liczyć się z ogólnymi zasadami rzetelności i zakazem wprowadzania w błąd.
W praktyce oznacza to, że określenia takie jak „zielona fabryka” czy obiekt „ekologiczny” powinny mieć oparcie w dowodach. W przeciwnym razie mogą zostać zakwestionowane przez prezesa UOKiK albo przez sąd powszechny.
Znane hasła pod lupą klientów i prawników
Magdalena Zając, wiceprezeska Stowarzyszenia Zero Waste Polska, uważa, że każdy krok ograniczający mylące przekazy jest potrzebny, bo konsumenci nadal mają niewiele skutecznych narzędzi reagowania. Jako przykład zmian przywołuje sprawę nazwy „ekogroszek”, którą prawnicy ClientEarth doprowadzili do usunięcia z obrotu.
Jak podkreśla, takie korekty nie pojawiają się natychmiast, ale z czasem potrafią zmienić praktykę rynku. Z jej perspektywy szczególnie wrażliwy pozostaje sektor żywności, bo produkty „eko” są często droższe, a klient powinien mieć możliwość sprawdzenia, czy deklaracja producenta jest prawdziwa.
Jakie sankcje wchodzą w grę
Nowe przepisy nie wprowadzają dodatkowego katalogu kar. Organy mają korzystać z obecnych narzędzi przewidzianych w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów. W skrajnych przypadkach sankcja za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów może sięgnąć 10% obrotu naruszającego.
Dla lokalnych przedsiębiorców wniosek jest prosty: ekologiczny slogan bez dokumentów i bez realnego pokrycia może być nie tylko ryzykiem wizerunkowym, ale też bardzo kosztownym błędem biznesowym.
Źródło: Portal Samorządowy Fot. Magnific




