Morze Śródziemne jest obecnie wyjątkowo ciepłe, a temperatura jego powierzchni w niektórych miejscach przekracza 30°C. Tak duże nagrzanie akwenu może mieć znaczenie dla pogody w kolejnych miesiącach, ponieważ cieplejsza woda dostarcza atmosferze większych ilości wilgoci. Synoptycy zwracają uwagę, że szczególnie istotny może być przełom lata i jesieni, kiedy nad Europą mogą pojawić się warunki sprzyjające powstawaniu głębokich układów niżowych. To z kolei może spowodować powodzie.
Dane unijnego programu Copernicus wskazują, że lipiec 2026 r. był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów temperatury powierzchni oceanów poza obszarami polarnymi. Średnia temperatura wody wyniosła 20,96°C. Poprzedni rekord, ustanowiony w 2023 r., wynosił 20,89°C. Szczególnie wysokie wartości notowane są w rejonie Morza Śródziemnego i wzdłuż wybrzeży Atlantyku. Według danych serwisu Ventusky bardzo wysokie temperatury występowały m.in. na Morzu Tyrreńskim. Na obszarze rozciągającym się od Neapolu w kierunku Sardynii temperatura wody wielokrotnie dochodziła do 30°C lub przekraczała tę wartość.
Ciepła woda zwiększa ilość pary wodnej trafiającej do atmosfery, a tym samym może dostarczyć dodatkowej energii układom odpowiedzialnym za intensywne opady. Szczególne znaczenie może mieć sytuacja, w której pod koniec lata nad południową Europę zaczną napływać chłodniejsze masy powietrza z północy. Zderzenie zimnego powietrza z rozgrzanym akwenem, w połączeniu z ukształtowaniem terenu w rejonie Alp, może sprzyjać rozwojowi niżów genueńskich. Układy te mogą następnie przemieszczać się w kierunku północnym i północno-wschodnim, niosąc ze sobą bardzo wilgotne powietrze. Ich dalsza trajektoria może obejmować m.in. Austrię, Czechy, Niemcy i Polskę.
Nie każdy niż genueński prowadzi jednak do powodzi. W przypadku szybkiego przemieszczania się układu intensywne opady mogą zakończyć się w ciągu kilkunastu godzin. Znacznie poważniejsze konsekwencje może mieć tzw. blokada cyrkulacji atmosferycznej. Jeżeli układ niskiego ciśnienia zostanie zatrzymany przez rozbudowane wyże, strefa opadów może przez wiele godzin, a nawet kilka dni pozostawać nad tym samym regionem.
W takiej sytuacji dodatkowym czynnikiem zwiększającym zagrożenie są góry. Wilgotne masy powietrza napotykające Sudety i Beskidy są zmuszane do wznoszenia się, co może powodować dalsze nasilenie opadów. Przy bardzo dużych sumach deszczu grunt stopniowo traci zdolność do przyjmowania kolejnych ilości wody. Jej nadmiar szybko spływa wówczas do potoków i rzek, powodując gwałtowne wzrosty ich poziomu.
Podobny mechanizm odegrał istotną rolę podczas powodzi we wrześniu 2024 r. Niż Boris przyniósł katastrofalne opady na południu Polski, szczególnie dotkliwie uderzając m.in. w okolice Raciborza, a także Kłodzko czy Głuchołazy. Późniejsze analizy Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych wykazały, że gdyby temperatura Morza Śródziemnego i Morza Czarnego była wówczas zbliżona do średniej wieloletniej, suma opadów w najbardziej narażonych rejonach mogłaby być o ok. 10% niższa.
Temperatura mórz jest więc jednym z czynników, który może wpływać na skalę ekstremalnych zjawisk pogodowych. Podobne zależności wskazywano również w analizach powodzi z lat 1997 i 2002. Nie oznacza to jednak, że obecne warunki przesądzają o wystąpieniu kolejnej katastrofy. Na ten moment nie ma bezpośredniego zagrożenia powodziowego dla Polski.
fot. arch. red.
oprac. /kp/










