• +48 502 21 31 22

Polski przemysł spożywczy rośnie w siłę, a co z rentownością?

Polski sektor spożywczy zwiększa produkcję i rośnie na rynkach eksportowych. Ale rosnąca sprzedaż nie idzie w parze z poprawą rentowności.

Polski przemysł spożywczy rośnie w siłę, a co z rentownością?

 

Polski sektor spożywczy od lat uchodzi za wizytówkę naszej gospodarki na rynkach europejskich. Choć z pozoru wskaźniki produkcji rosną, a eksport bije kolejne rekordy, producenci żywności mierzą się dziś z bezprecedensowymi wyzwaniami. Wzrost wolumenu sprzedaży przestał być gwarantem poprawy rentowności. Obecnie firmy z branży FMCG muszą zmagać się z presją płacową, rosnącymi kosztami energii oraz ogromną zmiennością na rynkach surowcowych. Kluczowym pytaniem dla zarządów nie jest już wyłącznie to, ile żywności zdołają wyprodukować i sprzedać, ale ile z tych potężnych obrotów finalnie zostanie w firmowej kasie.

Produkcja i eksport żywności biją rekordy

Z dostępnych danych rynkowych wynika, że ogólna kondycja polskiego przetwórstwa spożywczego pozostaje mocna – przynajmniej jeśli spojrzymy na bazowe liczby. W pierwszej połowie 2026 roku produkcja artykułów spożywczych w Polsce wzrosła o 5,2 proc. rok do roku, dystansując przy tym całe przetwórstwo przemysłowe, które w tym samym czasie zanotowało niższy wzrost rzędu 2,9 proc. Udział sektora spożywczego w całym przetwórstwie utrzymuje się na poziomie około 21 proc., a wartość produkcji sprzedanej poszybowała w minionych latach z 285 mld zł w 2021 r. do imponujących 431 mld zł w 2025 r.

Na równie dużym plusie znajduje się nasz eksport. Między styczniem a majem 2026 roku wartość wysłanych za granicę artykułów rolno-spożywczych sięgnęła 24,1 mld euro (czyli ok. 102 mld zł). Dodatnie saldo handlu zagranicznego wyniosło 7,8 mld euro i było o 7,5 proc. wyższe niż przed rokiem. Głównym odbiorcą polskiej żywności niezmiennie pozostają kraje Unii Europejskiej, które odpowiadają za 74 proc. eksportu z rodzimego rynku, a absolutnym liderem na liście kupców są Niemcy.

Niskie koszty to już melodia przeszłości

Niestety, za tymi imponującymi obrotami kryją się znacznie większe wyzwania związane z opłacalnością kontraktów. Przez dekady głównym orężem polskich producentów żywności w Europie były znacznie niższe koszty wytworzenia. Dziś ten atut bezpowrotnie zanika.

Jak pokazują statystyki, tylko w pierwszym półroczu 2026 r. przeciętne wynagrodzenie w przemyśle poszło w górę o 5,4 proc., i to przy jednoczesnym, niewielkim spadku zatrudnienia o 1,1 proc. Przedsiębiorcy borykają się z trudnościami w planowaniu długoterminowym. Zmienne ceny i dostępność surowców rolnych – mocno zależnych chociażby od postępujących zmian klimatycznych czy kaprysów pogody – utrudniają sprawne negocjowanie cen.

Jak zauważa w opublikowanym przez Wiadomości Handlowe materiale Łukasz Kozieł, prezes Grupy Handsman, przestrzeń do utrzymania optymalnych marż kurczy się, zwłaszcza że producenci nie mają swobody w pełnym przerzucaniu nowych kosztów na cenniki. – Jeszcze kilka lat temu przewagę budowano przede wszystkim niższym kosztem produkcji. Dziś równie ważne są przewidywalność dostaw, jakość surowca i zdolność szybkiego dostosowania procesu do sytuacji rynkowej – zaznacza ekspert.

Jak ratować zyski? Segment premium i convenience

Aby utrzymać się na powierzchni i nie stracić rentowności, producenci żywności muszą drastycznie zmienić swoje podejście. Na pierwszy plan wysuwają się kategorie oferujące klientowi wyższą wartość dodaną, a dla firmy – wyższą marżę. Zaliczyć można do nich żywność funkcjonalną, segment premium oraz rosnącą kategorię produktów convenience (dań gotowych, ułatwiających szybką konsumpcję).

W tych kategoriach produktowych konkurencja nie musi opierać się już wyłącznie na ostrej walce cenowej. Liczy się innowacyjna receptura, dopracowana technologia, wysoka jakość czy sprawny marketing. Polscy producenci coraz częściej odchodzą też od roli wyłącznie anonimowych wykonawców zewnętrznych (tzw. produkcja kontraktowa), rozwijając własne marki i unikalne know-how. Dzięki temu mogą skalować swoje biznesy za granicą w oparciu o wypracowaną przez siebie innowacyjność.

Podsumowując – produkcja w Polsce wciąż opłaca się i ma świetne perspektywy, ale sukces wymaga dziś przemyślanych inwestycji w automatyzację, budowania kompetencji technologicznych i doskonałego rozpoznania współczesnego konsumenta.

Od wielkiego przemysłu po lokalne półki.

Cała ta skomplikowana maszyneria przemysłu i gospodarki – poszukiwanie optymalizacji kosztowych, wdrażanie lepszych składów czy walka o jakość produktów – znajduje swój finał na sklepowej półce. To właśnie tam wszystkie te procesy spotykają się z codziennymi decyzjami klientów. W tej ostatecznej drodze produktu do koszyka niezwykle ważną rolę odgrywają stabilni, doświadczeni detaliści.

Świetnym tego przykładem w skali regionalnej jest "Społem" Powszechna Spółdzielnia Spożywców w Wodzisławiu Śląskim. Działająca od 1925 roku sieć jest doskonale zakorzenionym w świadomości mieszkańców elementem lokalnego handlu. Dziś spółdzielnia zarządza nowoczesnymi placówkami handlowymi – m.in. pod szyldem Impuls Bliski na terenie Wodzisławia Śląskiego, Pszowa oraz Radlina – a także własnym zapleczem w postaci piekarni.

Kiedy na szczeblu krajowym producenci głowią się nad optymalizacją kosztów produkcji i rozszerzaniem eksportu, wodzisławskie „Społem” realizuje równie ważną, bardzo przyziemną misję. Dba o to, by mieszkańcy mieli dostęp do sprawdzonych, dobrych jakościowo i dostępnych cenowo towarów z polskiego rynku, oferując chociażby świeże wyroby piekarnicze własnej produkcji. Z perspektywy lokalnego konsumenta to właśnie sprawnie działające spółdzielnie stają się niezawodnym ogniwem łączącym wielki, dynamicznie zmieniający się rynek spożywczy z jego własnym, domowym stołem.

 

oprac. /lm/

fot. unsplash.com

Podobne artykuły

Wyszukiwarka