Wysoki udział węgla w miksie energetycznym i wysokie stawki podatku VAT sprawiły, że w styczniu ceny prądu w Polsce znacząco przewyższyły te notowane w innych krajach. Eksperci wskazują, że klucz do poprawy sytuacji leży w krajowych regulacjach, w tym w projekcie ustawy ograniczającym obciążenia fiskalne i marże dystrybutorów.
W styczniu Polska znalazła się w gronie państw o najwyższych cenach energii elektrycznej w Europie – wynika z analizy przeprowadzonej przez Bank Pekao SA. Średnia cena na poziomie 143 euro/MWh znacząco przewyższyła stawki odnotowane w Niemczech i w Hiszpanii, gdzie wyniosły one odpowiednio ok. 110 euro/MWh i 72 euro/MWh. Główną przyczyną tych rozbieżności jest różnica w strukturze wytwarzania energii – podczas gdy w Polsce udział odnawialnych źródeł energii wyniósł 21%, w krajach Europy Zachodniej wskaźnik ten przekroczył 50%.
Wysokie koszty energii stanowią szczególne wyzwanie dla krajowego przemysłu energochłonnego. – Najwięcej płacą ci, którzy budują naszą gospodarkę, nasze PKB: stal, cement, szkło. Te wszystkie podmioty znajdują się w bardzo trudnej sytuacji, a pamiętajmy o tym, że one nie konkurują ze sobą lokalnie, tylko międzynarodowo. W związku z tym jest ogromna, pilna potrzeba, żeby im pomóc – podkreśla Wanda Buk, doradczyni prezydenta RP.
Na ten stan rzeczy wpływają również krajowe regulacje fiskalne, w tym najwyższa w całej Wspólnocie, 23-procentowa stawka podatku VAT na energię elektryczną dla przedsiębiorstw, a także specyficzne opłaty, takie jak opłata jakościowa, która pokrywa koszty utrzymania odpowiednich standardów jakości dostaw i stabilności sieci. – Bardzo często się mówi o tym, że przecież niewiele można zrobić, bo tu są przepisy unijne. Akurat w przypadku przedsiębiorców energochłonnych bardzo dużo zależy od naszych regulacji krajowych i tego, jak alokujemy podatki, jaki VAT będą płacili – wskazuje doradczyni prezydenta RP.
Wanda Buk zaznacza, że poprawa sytuacji – zarówno dla firm, jak i odbiorców indywidualnych – jest możliwa na poziomie krajowym bez konieczności uzyskiwania dodatkowych zgód Komisji Europejskiej. Proponowana przez prezydenta ustawa „Tani prąd -33%” zakłada gruntowną reformę systemu opłat, która miałaby opierać się na czterech filarach. – Po pierwsze, obniżenie nadmiarowych zysków spółek dystrybucyjnych. W Polsce sięgają one nawet 13% zwrotu zainwestowanego kapitału, podczas gdy średnia unijna to 4–5%. Druga rzecz to przeniesienie tzw. opłat nieenergetycznych, czyli różnego rodzaju systemów wsparcia, na budżet państwa, a źródłem miałyby być przychody z ETS-u. Kolejną częścią jest wygaszenie starych systemów wsparcia. To jest niewielka część, zielone certyfikaty, ale powinniśmy się nią zająć. One ciągle się odkładają na naszych rachunkach. To jest ok. 400 mln zł rocznie, które po prostu przepływają do tych, którzy korzystają z dawnych systemów wsparcia. Czwartym filarem jest obniżenie podatku VAT – wymienia Wanda Buk.
Szacunki Kancelarii Prezydenta wskazują, że dzięki nowym przepisom gospodarstwa domowe zużywające rocznie ok. 2 MWh mogłyby obniżyć swoje wydatki na prąd z obecnych 2600 zł o ok. 800 zł.
fot. freepik.com
oprac. /kp/








