W 2025 r. do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wpłynęło prawie 197 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej i 288,8 tys. zgłoszeń o jej otwarcie. W porównaniu z 2024 r. oznacza to wzrost liczby zamknięć o 4,1%. Zdaniem prof. Jerzego Choroszczaka z WSB-NLU skala tego wzrostu nie jest duża, jednak może sygnalizować narastające trudności, z którymi mierzą się indywidualni przedsiębiorcy. – Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa. Malejące przychody w powiązaniu z wyższymi kosztami, nawet jeżeli te tendencje są przejściowe, sprawiają, że przy braku odpowiednich buforów zabezpieczenia finansowego sytuacja przedsiębiorców może się gwałtownie pogorszyć. To może skutkować podjęciem decyzji o zamknięciu firmy – tłumaczy ekspert. Dodaje jednocześnie, że przedsiębiorczość indywidualna nadal rośnie, lecz tempo tego wzrostu jest niewielkie. – Warto również zauważyć, że liczba utworzonych firm w formie JDG w 2025 r. była prawie na tym samym poziomie co w 2024 r., podczas gdy liczba zamknięć się zwiększyła. To wskazuje na stabilizację polskiej przedsiębiorczości z elementem coraz większej trudności w funkcjonowaniu przedsiębiorstw – wskazuje dr Jerzy Choroszczak.
W skali kraju liczba nowych działalności przewyższała liczbę zamknięć, jednak w siedmiu województwach sytuacja była odwrotna. Więcej wniosków o likwidację niż o otwarcie odnotowano w woj. śląskim (16,1 tys. zamknięć i 15,8 tys. otwarć), a także w kujawsko-pomorskim, lubuskim, pomorskim, świętokrzyskim, warmińsko-mazurskim i zachodniopomorskim. – Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie, ale nie należy go interpretować wyłącznie przez pryzmat geografii. Różnice pomiędzy województwami wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych prowadzenia działalności – wyjaśnia Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny. Ekspert wskazuje, że regionach, w których przeważają sektory szczególnie wrażliwe na koszty energii, pracy czy sezonowość, liczba zamknięć może czasowo przewyższać liczbę nowych otwarć nawet przy ogólnie stabilnej sytuacji gospodarczej. Zwraca też uwagę, że największa grupa wniosków dotyczy działalności bez przypisanego województwa, a w tej kategorii wyraźnie przeważają nowe rejestracje, co sugeruje rosnące znaczenie działalności funkcjonujących poza tradycyjnym podziałem regionalnym.
W 2025 r. wzrosła również liczba wniosków o zawieszenie JDG. Do CEIDG wpłynęło 388,1 tys. takich zgłoszeń, czyli o 3,3% więcej niż rok wcześniej. Sebastian Sajnóg z Polskiego Instytutu Ekonomicznego podkreśla, że zawieszenie działalności często ma charakter tymczasowy i stanowi sposób na przeczekanie trudniejszego okresu wynikającego z sezonowości, przejściowego braku zleceń lub testowania opłacalności biznesu. Z tego względu nie musi ono oznaczać trwałego wycofania się z rynku ani generować jednoznacznie negatywnych skutków dla całej gospodarki.
Jednocześnie analiza danych z poprzednich lat wskazuje na utrzymujący się trend wzrostowy liczby zawieszonych działalności. Prof. Jerzy Choroszczak zauważa, że już w 2024 r. było o 2% więcej zawieszeń niż w 2023 r., a w 2025 r. tendencja ta uległa dalszemu pogłębieniu. – Nie jest to wzrost dramatyczny i może on wynikać z chwilowych trudności przedsiębiorców, ale nie daje powodów do optymizmu, zwłaszcza w powiązaniu ze wzrostem liczby zamykanych jednoosobowych form działalności. Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 r., to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – zaznacza.
Zdaniem ekspertów ubiegły rok był dla jednoosobowych firm przede wszystkim okresem przetrwania w warunkach podwyższonej niepewności, a coraz częstsze decyzje o całkowitym zamknięciu działalności zamiast jej czasowego zawieszenia są sygnałem rosnącej presji ekonomicznej. – Zawieszeń jest wyraźnie więcej niż zamknięć, co można uznać za pozytywny sygnał, bo oznacza, że przedsiębiorcy częściej próbują przeczekać trudniejszy okres niż kończyć działalność. To coraz rzadziej oznacza porażkę. Końcowa konkluzja jest jednoznaczna. Polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości przedsiębiorców, a właśnie przez świadomą decyzję o przeczekaniu – podsumowuje mec. Adrian Parol.
fot. freepik.com
oprac. /kp/










