• +48 502 21 31 22

Bałtyk walczy z eutrofizacją. Problem zaczyna się setki kilometrów od morza

Zanieczyszczenia pochodzące z rolnictwa i gospodarki ściekowej trafiają do rzek, a wraz z nimi do morza.

Bałtyk walczy z eutrofizacją. Problem zaczyna się setki kilometrów od morza

Morze Bałtyckie należy do akwenów najbardziej dotkniętych eutrofizacją, czyli nadmiernym wzbogaceniem wody w związki azotu i fosforu. Choć w ostatnich dekadach ilość tych substancji trafiających do morza wyraźnie się zmniejszyła, stan ekosystemu nadal pozostaje niekorzystny. Dalsza poprawa wymaga ograniczenia zanieczyszczeń pochodzących przede wszystkim z rolnictwa i gospodarki ściekowej.

Eutrofizacja jest procesem związanym z nadmiernym dopływem biogenów, czyli substancji niezbędnych do wzrostu roślin. Azot i fosfor są powszechnie wykorzystywane m.in. w rolnictwie jako składniki nawozów. Podczas opadów część tych związków może przedostawać się do gleby i wód powierzchniowych, a następnie wraz z rzekami trafiać do Bałtyku. Jednym ze źródeł zanieczyszczeń są również ścieki, w tym pochodzące z nieszczelnych lub niewłaściwie eksploatowanych szamb. – W wodzie następuje zakwit glonów i sinic, w wyniku którego opadają na dno, rozkładają się i w tym procesie konsumują tlen. W związku z tym powstają strefy beztlenowe, co oznacza, że tam, gdzie opadną, nie ma życia. Powstają martwe strefy – tłumaczy Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race for the Baltic.

Według szacunków ok. 94% powierzchni Morza Bałtyckiego jest dotknięte eutrofizacją. W akwenie znajduje się również siedem z dziesięciu największych martwych stref na świecie. Zajmują one niemal jedną piątą powierzchni Bałtyku. Skala problemu znacząco wzrosła w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. W latach 60. obszar objęty eutrofizacją i związanymi z nią strefami beztlenowymi wynosił ok. 10 tys. km², obecnie jest to około 70 tys. km².

Na kondycję Bałtyku wpływają również jego naturalne cechy. Morze jest stosunkowo płytkie, a jego średnia głębokość wynosi ok. 52 m. Dla porównania średnia głębokość Morza Śródziemnego sięga ok. 1450 m. Bałtyk otrzymuje również duże ilości wody słodkiej z ok. 250 rzek, w tym kilku największych rzek regionu, natomiast wymiana wód z Morzem Północnym jest ograniczona. Pełna wymiana wody w Bałtyku trwa około 30 lat. – Naukowcy wyznaczyli maksymalne ilości zanieczyszczeń, które mogą naturalnie dopływać do Bałtyku, po których będzie w stanie sam się naprawiać. Niestety wraz ze zmianami klimatycznymi, z następującym ociepleniem powietrza i podwyższeniem temperatury wody, ta linia cały czas się oddala. Maksymalna ilość dopuszczalna tego dopływu, wyznaczona kiedyś przy trochę chłodniejszym klimacie i wodzie, jest już za duża. Zatem jest to walka z czasem i ze zmianami klimatycznymi – podkreśla Marcin Kotlarek.

Dane HELCOM wskazują, że w latach 1995–2022 Polska ograniczyła całkowity dopływ azotu do poszczególnych podbasenów Bałtyku o 9–32%. W przypadku wszystkich podbasenów, z wyjątkiem Bałtyku Właściwego, osiągnięto wymagany poziom dopływu azotu. W Bałtyku Właściwym konieczne jest dalsze ograniczenie tego ładunku o 19%. W odniesieniu do fosforu Polska zmniejszyła jego dopływ do tego podbasenu o 28%, jednak poziom nadal pozostaje wyraźnie powyżej ustalonego limitu. W skali całego Bałtyku w latach 1995–2022 znormalizowany całkowity dopływ azotu zmniejszył się o 11%, natomiast fosforu o 32%. – Możemy sobie wyobrazić Bałtyk jako wannę, do której przez dziesiątki lat spływało bardzo dużo zanieczyszczonej wody. Nawet jeżeli teraz udaje nam się ograniczyć dopływ zanieczyszczeń, to odpowiedź tego ekosystemu jest w dłuższym terminie – wyjaśnia ekspert.

Problem eutrofizacji nie dotyczy wyłącznie morza. Nadmierna ilość azotu i fosforu występuje również w wielu polskich rzekach i jeziorach. Według przedstawionych danych ponad trzy czwarte polskich wód śródlądowych można określić jako eutroficzne. Ma to znaczenie dla Bałtyku, ponieważ zdecydowana większość obszaru Polski znajduje się w jego zlewni.

Ok. 80% wód dopływających do Bałtyku z Polski pochodzi z dwóch największych rzek – Wisły i Odry. Pozostałe 20% dostarczają mniejsze rzeki uchodzące bezpośrednio do morza, m.in. Łeba i Parsęta. – Natomiast 98% terenu Polski to jest zlewnia Morza Bałtyckiego. W związku z tym nawozy naturalne, które ciekną do gleby i wód w Wielkopolsce, na koniec trafiają do Warty, ta do Odry, która z kolei spływa do Morza Bałtyckiego. Podobnie ścieki z szamba z województwa podlaskiego trafiają do systemu rzecznego, który trafia do Wisły i do Morza Bałtyckiego – wskazuje Marcin Kotlarek.

Zależność między stanem morza a sytuacją na lądzie jest jednym z powodów, dla których działania na rzecz ograniczenia eutrofizacji muszą obejmować nie tylko obszary nadmorskie. Znaczenie mają także sposoby prowadzenia gospodarki rolnej, gospodarowania ściekami oraz funkcjonowania zakładów i portów znajdujących się nawet setki kilometrów od wybrzeża.

Na ten aspekt zwraca uwagę Fundacja Race for the Baltic, która prowadzi projekt „Bałtyk zaczyna się na lądzie”. Jednym z jego elementów jest ogólnopolska kampania edukacyjna „Widzisz sinice?” mająca zwiększać świadomość związku między codziennymi działaniami mieszkańców a stanem Morza Bałtyckiego. Fundacja zakłada ograniczenie dopływu fosforu do Bałtyku o 500 ton do 2030 r. Wśród obszarów wymagających działań wskazywane są rolnictwo, gospodarka ściekowa oraz działalność portów, gdzie odbywa się przeładunek m.in. nawozów sztucznych, zbóż i innych towarów masowych. W przypadku niewłaściwego zabezpieczenia takich materiałów również może dochodzić do przedostawania się biogenów do środowiska.

– Często jest tak, że nad morze jeździmy raz w roku, spędzamy tam tydzień lub dwa, i mamy tam do czynienia z zakwitem sinic. Jesteśmy źli na lokalną turystykę, samorządy, hotele. Natomiast tak naprawdę przyjeżdżając z centrum, południa czy każdego innego regionu Polski, to my na co dzień przyczyniamy się do tego, że plaże są zamknięte. To, co robimy w całej Polsce, która jest zlewnią Bałtyku, ma wpływ na to, co rzekami do niego trafia. Ważne, żebyśmy wszyscy rozumieli związek między tym, co jest w morzu, a tym, co na co dzień robimy, jak gospodarujemy ściekami czy nawozami naturalnymi w firmach – podkreśla Marcin Kotlarek.

Czytaj także: Sinice zamykają kąpieliska. Problem dotyka nie tylko Bałtyku, ale również Śląska

fot. arch. red.
oprac. /kp/

Podobne artykuły

Wyszukiwarka