Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w Krajowym Rejestrze Długów figurowało 265 tys. przedsiębiorców. To o 0,9% mniej niż rok wcześniej, kiedy rejestr obejmował 267,5 tys. firm. Najwięcej zadłużonych firm pochodziło z województw mazowieckiego (55,7 tys.), śląskiego (31,9 tys.) i wielkopolskiego (26,3 tys.).
Zdaniem ekspertów niewielki spadek liczby przedsiębiorców wpisanych do rejestru nie oznacza wyraźnej poprawy kondycji sektora. Wskazują oni raczej na stabilizację sytuacji, ponieważ liczba firm mających problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań nadal pozostaje wysoka. – Dane ogólnopolskie wskazują na stabilność, nie ma spektakularnych zmian. Okazuje się, że niektóre przedsiębiorstwa mają się całkiem nieźle. Działają w obszarach odpornych np. na koszty używanych surowców czy presję w kwestii podniesienia wynagrodzenia pracownikom, których brakuje na rynku. Natomiast obecność wspomnianych województw ma tutaj związek z ich profilem oraz liczbą ludności – tłumaczy Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.
Mimo niewielkiego spadku liczby zadłużonych przedsiębiorców ich łączne zobowiązania wzrosły. Z danych KRD wynika, że na koniec marca wynosiły one 11,7 mld zł, czyli o ok. 680 mln zł więcej niż rok wcześniej. Oznacza to wzrost o 6,2%.
Jak wskazuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, rosnąca wartość zadłużenia przy jednoczesnym spadku liczby dłużników może świadczyć o pogłębianiu się problemów finansowych części firm posiadających najwyższe zobowiązania. W jego ocenie zwiększa to ryzyko zatorów płatniczych, ponieważ organizacje mające trudności ze spłatą własnych należności często opóźniają płatności wobec kontrahentów, dostawców i podwykonawców. Jeremi Mordasewicz zwraca jednocześnie uwagę, że na tle wielu państw Unii Europejskiej poziom zadłużenia polskich przedsiębiorstw nadal pozostaje stosunkowo niski. – Ale to wcale nie znaczy, że jest dobrze, ponieważ firmy mało inwestują. Widzimy bardziej zachowawcze podejście. To sprawia, że nie mamy fali bankructw, co jest pozytywne, ale jednocześnie nie wykorzystujemy środków, które powinny nam służyć do zdynamizowania rozwoju – zaznacza.
Eksperci zwracają uwagę, że największe ryzyko zadłużenia występuje w branżach działających na niskich marżach i silnie uzależnionych od terminowych płatności. Dotyczy to przede wszystkim budownictwa, transportu, handlu i części sektora usług.
Najwyższe zadłużenie pojedynczego przedsiębiorcy wpisanego do KRD wyniosło na koniec pierwszego kwartału 2026 r. 20,5 mln zł. Rekord ten, podobnie jak rok wcześniej, należał do przedsiębiorcy z województwa mazowieckiego. Zdaniem Adriana Parola zobowiązania przekraczające 20 mln zł zwykle świadczą o długotrwałym kryzysie finansowym przedsiębiorstwa. – Tak duża kwota najczęściej jest efektem wielu nakładających się czynników. Mogą to być nieudane inwestycje, utrata kluczowych kontraktów, błędne decyzje strategiczne, zbyt szybka ekspansja lub pogorszenie warunków rynkowych. Największe zadłużenia zwykle są konsekwencją wieloletniego narastania problemów. Nie można również wykluczyć wpływu czynników zewnętrznych – wyjaśnia.
Rosną także przeciętne zobowiązania przedsiębiorców. Średnie zadłużenie firmy wpisanej do KRD wyniosło na koniec marca 44 tys. zł wobec 41 tys. zł rok wcześniej. Oznacza to wzrost o 7,2%. Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, ocenia, że dla dużych przedsiębiorstw taka kwota nie musi stanowić poważnego problemu, inaczej jest jednak w przypadku mniejszych firm. – Dla mikroprzedsiębiorstw i jednoosobowych działalności gospodarczych może stanowić poważne obciążenie. W wielu przypadkach jest to równowartość kilku miesięcy zysku lub nawet większej części rocznych dochodów właściciela. Takie zadłużenie wpływa przede wszystkim na płynność finansową przedsiębiorstwa – zwraca uwagę.
Jednocześnie skrócił się przeciętny okres zalegania ze spłatą zobowiązań. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. wynosił on 705 dni, podczas gdy rok wcześniej było to 867 dni. Zdaniem Łukasza Goszczyńskiego może to świadczyć o poprawie skuteczności działań windykacyjnych i restrukturyzacyjnych oraz stopniowej poprawie zdolności części przedsiębiorców do regulowania należności. Mimo tego przeciętne opóźnienie nadal sięga niemal dwóch lat.
Jeremi Mordasewicz ocenia, że przedstawione dane nie wskazują na gwałtowne pogorszenie sytuacji przedsiębiorstw. – Moim zdaniem dane dotyczące zalegania ze spłatą zobowiązań nie są niepokojące. Wynika z nich, że sytuacja nie jest super, ale też przedsiębiorcy nie biją na alarm. Powiedziałbym, że jest chyba nawet lepiej od oczekiwań, bo przecież dwa lata temu przechodziliśmy kryzys związany z cenami energii. Oczywiście, mogłoby być lepiej, ale ciągle uczymy się gospodarki rynkowej. Przytłaczająca większość przedsiębiorców chciałaby żyć w kraju, w którym umów się dotrzymuje, płatności dokonuje się terminowo, a kiedy można, to korzysta się z kredytu – podsumowuje ekspert.
fot. magnific.com
oprac. /kp/




.jpg)





