• +48 502 21 31 22

Regulacja rzek osłabiła retencję wody. Renaturyzacja zyskuje na znaczeniu

Wiele rzek przestało współpracować z wodami gruntowymi i zamiast pełnić funkcję naturalnych ekosystemów, zaczęło odwadniać otaczający krajobraz.

Regulacja rzek osłabiła retencję wody. Renaturyzacja zyskuje na znaczeniu

Przez dziesięciolecia regulacja koryt rzek, osuszanie mokradeł, odcinanie cieków od terenów zalewowych czy budowa zapór i progów wodnych zmieniały naturalny charakter ekosystemów rzecznych. Działania te doprowadziły do ograniczenia zdolności krajobrazu do zatrzymywania wody, co zwiększa podatność na susze i powodzie. Coraz większego znaczenia nabiera więc renaturyzacja rzek oraz rozwój błękitno-zielonej infrastruktury, które mają wspierać adaptację do zmian klimatu i częściej występujących ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Jak wyjaśnia dr Kinga Krauze z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk, przez wiele lat rzeki postrzegano przede wszystkim jako zagrożenie dla rozwoju miast. – Nie potrafiliśmy sobie poradzić z wezbraniami i powodziami. Wciąż dużo z takiego podejścia do przyrody w nas zostało. Potem nauczyliśmy się regulować rzeki i w którymś momencie niestety przekroczyliśmy magiczną barierę, kiedy uregulowane rzeki, bardzo mocno wcięte w krajobraz, zaczęły go drenować. Rzeka, która nie współgra z wodami gruntowymi, nie jest zasilana przez wody gruntowe i nie zasila wód gruntowych, nagle stała się po prostu rowem drenującym – wyjaśnia ekspertka.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że w ciągu ostatnich trzech dekad największy zakres inwestycji związanych z regulacją rzek i potoków górskich odnotowano w 2003 r., kiedy objęły one 858,5 km cieków. W kolejnych latach skala takich prac systematycznie malała i w 2023 r. wyniosła 47,4 km. Jednocześnie coraz większą uwagę poświęca się działaniom renaturyzacyjnym, których celem jest przywracanie rzekom ich naturalnych funkcji.

Dr Kinga Krauze zwraca uwagę, że uregulowane rzeki mają ograniczoną zdolność do retencjonowania wody i znacznie szybciej odprowadzają fale wezbraniowe, zwiększając ryzyko podtopień i powodzi. – Drugim elementem samej regulacji rzek było też osuszanie mokradeł. W Europie 90% mokradeł praktycznie już zniknęło, w Polsce również te statystyki nie są zbyt dobre. Mokradła magazynują wodę wtedy, kiedy jest opad, czyli woda nie dopływa nam gwałtownie do rzek i nie spływa z nimi, powodując podtopienia i powodzie, a jednocześnie są w stanie uwalniać wodę w dłuższych okresach w czasie suszy – wskazuje. Dodaje, że mokradła były osuszane przede wszystkim na potrzeby rolnictwa, a regulacja rzek odcinała je od terenów zalewowych, które w naturalnych warunkach dostarczały im wodę podczas wysokich stanów. W rezultacie utracone zostały naturalne systemy buforujące wodę i stabilizujące obieg hydrologiczny.

Problemy te pogłębiają zmiany klimatu. Z raportów Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu wynika, że każde dodatkowe pół stopnia globalnego ocieplenia zwiększa częstotliwość i intensywność fal upałów, gwałtownych opadów oraz – w wielu regionach – także susz. Tymczasem Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że średnia temperatura powietrza w Polsce w 2023 r. wyniosła 10°C, czyli o 1,3°C więcej od średniej z lat 1991–2020.

Dr Kinga Krauze zaznacza, że sytuacja hydrologiczna w Polsce jest zróżnicowana regionalnie. W niektórych częściach kraju opadów jest wystarczająco dużo, jednak inne, zwłaszcza centralna Polska, coraz częściej odczuwają ich niedobór. – Przyzwyczailiśmy się do tego, że wody jest wystarczająco dużo, że odkręcamy kran i ona jest. Zasoby wód gruntowych odbudowują się w ciągu tygodni i miesięcy, zasoby wód głębszych odbudowują się dziesiątki, czasami setki lat, a zasoby wód głębokich, artezyjskich odbudowują się tysiące lat. Z tych zasobów korzysta Łódź, w której mieszkam. Pytanie, czy to jeszcze jest zasób odnawialny? Jeżeli go wykorzystamy, to przy braku opadów wiosennych czy przy nawalnych opadach letnich może się okazać, że nie jesteśmy w stanie zebrać wystarczająco tej wody dla bieżących potrzeb – wskazuje ekspertka PAN.

Jej zdaniem polskie miasta wciąż nie są odpowiednio przygotowane na skutki nasilających się ekstremalnych zjawisk pogodowych. – Zdrowe ekosystemy wodne, ale też połączenie błękitnej i zielonej infrastruktury są konieczne do tego, żeby miasta lepiej się adaptowały do zmian klimatu. Ta świadomość jest i zaczynamy działać w tym kierunku. Jednak jest to bardzo trudne, ponieważ pewne decyzje, które podjęliśmy w przeszłości, mają wpływ na to, jakie obecnie mamy możliwości manewru. To duże wyzwanie dla planistów, urbanistów i osób zarządzających miastami, żeby myśleć perspektywicznie – tłumaczy.

Szczególnym wyzwaniem pozostaje renaturyzacja rzek na terenach silnie zurbanizowanych, gdzie intensywna zabudowa ogranicza możliwość przywrócenia naturalnych terenów zalewowych. Eksperci wskazują, że w wielu przypadkach możliwe byłoby tworzenie polderów powyżej dużych miast, które przejmowałyby nadmiar wody podczas wezbrań i zmniejszały ryzyko powodzi.

Symbolem przewartościowania podejścia do miejskiej przestrzeni stała się Łódź, gdzie rzeka Lamus, schowana w podziemnym kanale przez ponad 100 lat, wraca na powierzchnię w Parku im. Kilińskiego. Inwestycja pozwoli przywrócić naturalną rolę cieku, zwiększając bioróżnorodność i obniżając temperaturę w otoczeniu. Czytaj więcej: Renaturyzacja rzek ogranicza skutki betonozy i miejskich wysp ciepła

fot. arch. red.
oprac. /kp/

Podobne artykuły

Wyszukiwarka