Strona główna » Wiadomości » Usługi motoryzacyjne-naprawa pojazdów » Jan Frydrych: Wszyscy jesteśmy stworzeni do myślenia

Jan Frydrych: Wszyscy jesteśmy stworzeni do myślenia



- Wielu ludzi stuka się w czoło, pokazując mi stan mojego umysłu. Uważają, że to wariactwo decydować się na patentowanie... Ale jeśli jest to przyjemne wariactwo, to ja jestem w stanie to przełknąć, bo może gdzieś, kiedyś, ktoś w końcu zerknie do tego i powie: Tak, to było dobre! - uważa Jan Frydrych, wodzisławski wynalazca-pasjonat.

Artykuł opracowany przez:

Własną działalność gospodarczą, swój warsztat samochodowy, Jan Frydrych prowadzi już od 1981 roku. Pasjonuje go nie tylko motoryzacja, ale również podróżowanie, kiedyś - rodzinnie rowerem, dziś - samotnie kajakiem po Polsce i Europie. W wolnych chwilach, wierząc, że zostaliśmy stworzeni do myślenia i ulepszania otaczającego nas świata, obmyśla kolejne motoryzacyjne wynalazki.

 

- Moja działalność patentowa rozpoczęła się już w szkole średniej (w Technikum Samochodowym w Pszczynie, w 1973 roku - przyp. red.), kiedy nauczyciel, kończąc wykład o silnikach dwusuwowych, powiedział, że ten, kto wymyśli silnik dwusuwowy z zamkniętą przestrzenią pod tłokiem, bez wahliwego korbowodu, przygasi żarówkę Edisona... Tak to utkwiło gdzieś w mojej głowie, że po 15 latach pracy (...) wróciłem do tej myśli nauczyciela i zacząłem kombinować nad tym silnikiem... No i udało mi się doprowadzić do jego opatentowania - opowiada o swoim pierwszym zgłoszonym patencie Jan Frydrych. Za pierwszym - w jego głowie zrodziły się pomysły na kolejne motoryzacyjne usprawnienia.

Wodzisławianin najpierw opatentował urządzenie korbowo-tłokowe, później - urządzenie do transportu płynu, sprzęgło rozłączne, samoczynne, sprężynę śrubową naciskową, urządzenie zwłaszcza do zamiany ciepła w energię mechaniczną oraz mechanizm sprzęganej elektronicznej krzywki rozrządu zwłaszcza dla silników spalinowych. Jego siódmy wynalazek, sprzęgło mechaniczno-hydrauliczne z komorą ciśnieniową, w Urzędzie Patentowym ma status zgłoszenia.

 

Wynalazca chciałby, żeby jego projekty nie pozostawały jedynie na przysłowiowej kartce papieru, jednak zbudowanie prototypu z prawdziwego zdarzenia wymaga zaangażowania specjalistów, kosztownych materiałów czy urządzeń, co znacząco przekracza finansowe możliwości pomysłowego wodzisławianina. Obecnie konstruktorowi najbardziej zależy na urzeczywistnieniu swojego pomysłu na sterowanie zaworami w silniku spalinowym z wykorzystaniem urządzeń elektrycznych i elektronicznych zamiast mechanicznego przeniesienia siły z wału korbowego silnika.

 

- Tradycyjny rozrząd pracuje na krzywkach zaworowych i fazy ich otwarcia wyznaczane są przez układ rozrządu, czyli napęd z wału na wałki rozrządu. Przez kolejne fazy następuje wypełnianie cylindrów, sprężanie, spalanie i wydech... Mechaniczny układ zawęża nam możliwości ingerowania w napełnianie tego układu - mówi Jan Frydrych, wyjaśniając, że takie rozwiązanie może być również niekorzystne w niektórych momentach obrotowych silnika. Konstruktor chciałby więc całkowicie zrezygnować z krzywek zaworowych, a dźwignię zaworową - sprzęgnąć z wałkiem napędzanym elektrycznie: - Układ, za pomocą czujnika, będzie po prostu "odczytywał" obroty wału, przetwarzał je przez sterownik i w odpowiednim czasie - łączył kręcący się wałek z dźwignią zaworową, która otworzy zawór.

 

Najważniejszymi korzyściami takiego rozwiązania byłaby prostota konstrukcji oraz, co ważne dla wszystkich kierowców, bardziej ekologiczna i ekonomiczna jazda samochodem. Żeby jednak powstał prototyp tak rewolucyjnego dla pracy silnika rozwiązania, potrzeba wielu (w tym finansowych) środków, a także wiedzy z zakresu zarówno motoryzacji, jak i techniki, matematyki czy fizyki. Dlatego wodzisławski wynalazca-pasjonat poszukuje sponsorów, a przede wszystkim - chciałby zainteresować tematem uczelnie, studentów i pracujących na nich wykładowców.

 

Choć od każdego pomysłu do jego realizacji do pokonania jest długa droga, Jan Frydrych będzie nadal poszukiwał rozwiązań udoskonalających nasze osiągnięcia w dziedzinie motoryzacji. - Jeśli czegoś nie zapiszemy, to zapomnimy - uważa wodzisławski konstruktor, który, mimo ponoszonych kosztów, nie zrezygnuje ze zgłaszania do Urzędu Patentowego kolejnych wynalazków, wierząc, że pewnego dnia nad ich zasadnością w końcu pochylą się specjaliści.

Opublikowano: 2018-04-30

Artykuł opracowany we współpracy z:

Powrót do listy »

Więcej artykułów